Blog

#motoryzacja #auto skup #Będzin #Tychy #Sosnowiec #paliwo #downsizing #silniki turbodoładowane #silniki wolnossące #benzyniaki

 26.04.2018

Koniec ery silników wysokoprężnych, czy jest się czym martwić?

Ostatnimi czasy można zaobserwować w mediach potężną nagonkę na silniki diesla, że nie ekologiczne, że trują nas cząsteczkami stałymi, przyczyniają się do ogromnego smogu w miastach czy efektywnie wpływają na efekt cieplarniany. Lobby pro-ekologiczne wywierają ogromny nacisk na zaostrzenie norm emisyjnych czego efektem jest paniczne wycofywanie napędów wysokoprężnych z najnowszych aut oferowanych przez topowych producentów oraz rozszerzenie oferty aut z silnikami benzynowymi z doładowaniem tzw. downsizing oraz aut hybrydowych z silnikami elektrycznymi.

Ponadto wiele zachodnich metropolii nosi się z zamiarem zamknięcia wjazdu do ich centrów dla aut z silnikami diesla. Aktualnie rozwój idzie w stronę hybryd z napędami elektrycznymi lecz należy rozróżnić tutaj napędy skierowane na rozwój osiągów auta oraz na napędy które za zadanie mają oszczędzanie paliwa.

Auta hybrydowe gładko i płynnie ruszają, odzyskują energię podczas hamowania i generalnie są tanie w eksplantacji do czasu pierwszego poważnego serwisu. Ponadto hybryda powyżej granicznej prędkości (120,130 km/h) nie jest przyjemna dla ucha i tutaj kończy się oszczędność jednostki. Trzeba mieć także na uwadze że baterie zajmują ogromną ilość miejsca, która w pojeździe tradycyjnym może być wykorzystana na przestrzeń bagażową. Baterie mocno uszczuplają także zbiornik paliwa. Hybryda to przede wszystkim mały pojazd miejski gdzie potrafi spalić w tych warunkach 3-5 l paliwa na 100 km przy zachowaniu niesamowitego komfortu jazdy samochodu bezstopniowego.

Co więcej luksusowe linie samochodów hybrydowych często mają niewiele wspólnego z oszczędnością czy ekonomią jazdy lub samą ekologią. Można znaleźć wiele wyliczeń konkretnych jednostek napędowych które w testach wypadają tragicznie, natomiast na papierze przedkładanym przez producenta mamy istne cuda. Badania laboratoryjne do homologacji są wykonywane błędnie poprzez samą metodologię badań, auta rozpoczynają testy z pełnymi bateriami kończąc na pustych, nie jest badana emisja CO2, a cząstek stałych i to powyżej danego rozmiaru.

O ile silniki diesla emitują cząstki stałe, o tyle silniki benzynowe czy hybrydowe generują kilka razy większą emisję CO2 na co wskazują gwałtowne wzrosty tego gazu cieplarnianego w Niemczech po ostatniej panice i nagonce na jednostki wysokoprężne. Dobrym przykładem jest tutaj Volvo XC60 T8 który wg producenta generuje niecałe 50 g CO2 na 100 km, w rzeczywistości nawet kilka razy więcej

Okazuje się także że silniki benzynowe z bezpośrednim wtryskiem generują także cząstki stałe jednakże o wiele mniejsze, tym samym groźniejsze dla zdrowia niż silniki wysokoprężne - producenci juz pracują nad technologią filtrów na wzór DPF w dieslach, a że przy okazji więcej palą, wynikiem jest większa emisja CO2 i koło się zamyka.

Sumując - nie panikujmy, silniki diesla owszem odejdą w niepamięć jednakże minie jeszcze sporo czasu aż ta chwila nadejdzie. Do tego czasu ekolodzy obdarzą nas nowymi normami narzucającymi na benzyniaki nowe restrykcje a tym samym wydrenują nam portfele na zbędne nowinki techniczne jak filtry GPF (Gasoline Particulate Filter).